„Śnienie jako praktyka duchowa”, Connie Kaplan, Recenzja

 

Wiecie jak to jest, kiedy przez bardzo długi czas, praktycznie przez całe życie, intuicyjnie czujecie, że jest coś, co wam umyka, coś, czego nie możecie zdefiniować, a czego jednocześnie bardzo pragniecie; coś bez czego rzeczywistość i jej przeżywanie zdają się niepełne, niewystarczające, ale zupełnie nie możecie zdefiniować co to takiego? Miałam tak od zawsze i tą zagubioną częścią układanki w moim przypadku była duchowość. Szukałam jej w kościołach, w religioznawstwie, w naukach wschodnich, w praktykach medytacyjnych. I nigdzie do końca nie znajdowałam. Trzymałam się więc czego popadnie –  relacji, psychologii, a nawet odrobiny magii, starając się wydobyć sens z doświadczeń i przemian w moim życiu. Nigdy nie czułam pełni satysfakcji, zawsze wiedziałam, że jest więcej i że to więcej ma dużo wspólnego z byciem kobietą. Aż przeczytałam „Śnienie”.

Już bardzo dawno zdałam sobie sprawę z tego, że świat bez kobiet to świat tylko w połowie, albo nawet w jednej czwartej, bo mężczyźni w tym świecie też nie są w pełni sobą. Jednak nigdy nie zdawałam sobie tak wyraźnie sprawy z tego, jak potwornie zubożona jest duchowość bez kobiet. I teraz jasne jest dla mnie jak Słońce i Księżyc, dlaczego żadna religia nie dała mi nigdy ścieżki, którą chciałabym kroczyć. A teraz powoli ją odnajduję.

Kupiłam tę tajemniczą książkę o – jak sądziłam – jakiejś formie pracy ze snami, bo poprzez spotkania z Natalią Miłuńską i kobiecym cyklem, zaczęłam z większą uważnością przyglądać się własnym snom. Zaufałam Natalii, ale nie miałam najmniejszego pojęcia w jaką podróż zabierze mnie Connie Kaplan.

„Śnienie” ma moc, bo nie jest metaforą, nie jest zbiorem przypowieści, czy choćby sennikiem. Kaplan jest twardo stąpającą po ziemi Amerykanką, która metodycznie, krok po kroku wprowadza nas w bardzo określoną i dostępną – przy odrobinie szczęścia – dla każdej z nas, praktykę duchową. Sama długo szukała i uczyła się i teraz zabiera nas wszystkie w tę podróż. Podróż do do plemienia kobiet, które wiedzą to, co my współczesne często czujemy, nader często boleśnie, nie mamy jednak słów, obrazów, mitów,  kontekstu czy wiedzy, żeby opisać swoje doświadczenie. Autorka odkrywa dla nas na nowo zaczarowane w patriarchat mitologie i baśnie, by wydobyć z nich opowieść o kobiecie pełnej mocy, w swojej mocy silnej i swoją mocą uzdrawiającej. Każe nam poczuć nasze ciała, odkryć moc macicy, cyklu i ich łączności z ciałami niebieskimi i cyklami natury, które przez swój ruch w przestrzeni wpływają, w nie do końca jeszcze jasny dla mnie sposób, na nas i naszą małą rzeczywistość. Dzięki umiejętnemu odczytywaniu tej nowej mitologii, naszego ciała oraz większych i mniejszych cykli, odzyskujemy w pełni moc właściwą każdej kobiecie.

Sen i śnienie stają się pomostem pomiędzy tym co na jawie, a tym co głębiej, tym co na co dzień ukryte; pomiędzy tym, co bolesne w przeszłości i tym, co może przynieść świadomie wyśniona przyszłość. Okazuje się nagle, że sny pomagają nam lepiej zrozumieć istotę naszych doświadczeń, nie tylko na poziomie osobistym, ale i ogólnoludzkim. Sny i wspólnota kobiecego Kręgu Snów są konkretnym potencjałem, który możemy realizować, przetwarzając świat wokół nas, w sposób, który był dla nas dotychczas nieznany i niedostępny.

Takie przynajmniej wyniosłam przekonanie po lekturze, bo na razie transformuję jedynie swoją malutką rzeczywistość. Ale czyż to nie jest osiągnięcie po zaledwie dziesięciu dniach? Myslę, że każda, która przeczyta tę książkę z otwartym umysłem i zastosuje te kilka prostych nawyków, rytuałów czy po prostu spojrzy z nowej perspektywy na siebie, swój cykl, swój potencjał albo nawet świat, będzie przez nią przemieniona.

Wiem, że mój zachwyt i uniesienie mogą być nieco egzaltowane, czy wręcz neofickie. To pewnie dlatego, że Connie uderza we wszystkie struny, które zawsze chciały we mnie grać, a nigdy nie wiedziały jak. Mimo to, czuję i wierzę, że takich jak ja jest znacznie więcej, że są tu – w tym, patriarchalnym nadal, kraju i że tej książki i wielu podobnych chcą! Życzę tego nie tylko Wam, potencjalnym czytelniczkom, ale może nawet przede wszystkim sobie, bo chcę żyć wśród uduchowionych i przebudzonych kobiet, a co za tym (mam nadzieję!) również idzie – mężczyzn i chcę, co tydzień, czy miesiąc, móc zasiąść z Wami w Kręgu Snów i wreszcie doświadczać pełni rzeczywistości, pełni jej głębi i pełni jej potencjału.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s